niedziela, 13 lutego 2011

True grit.

Byłem w kinie. Rzadko mnie tam można spotkać. Jakoś kino nie ekscytuje tak jak kiedyś. Albo dają mniej filmów produkcji mongolskiej o samotności geja śpiewającego na pustyni, do kwiatów. Aga lubi takie filmy. Jakoś mniej ich jest. Więc chodzimy na blockbustery lub jak kto woli na hity. I na hicie byliśmy. True Gritt jest dobre. Bardzo dobre nawet. Plastyczne, piękne i choć okrutne to cały czas porusza się w archetypie bajki.


Z drugiej strony ten film (chyba?) pokazuje jakie kiedyś były Stany Zjednoczone. Dawno temu... Ponad 100 lat. I rozbiło mnie to mocno. Przybiło. I szura do tej chwili tak mocno, że piszę ten wpis. Ostatnio mam mało chęci i czasu na uprawianie pisarstwa jednak obraz USA spowodował tą erekcję twórczą.
Nie jestem pewien czy tak było naprawdę. Jeśli ktoś chce mnie poprawić to proszę bardzo. Poprawicie mi humor. Chodzi mi o zawieranie umów. O zaufanie, które jest spoiwem tego filmu. Nie chcę zdradzać fabuły... wiadomo zwykle bohaterowie motywowani są szlachetnymi pobudkami (ocalić królestwo, zabić smoka, przerznąć księżniczkę etc.) lub ich motywem są pieniądze. Wtedy wiadomo że zdradzą... albo nie. I tak dzieje się tutaj. Tymi motywami powodzeni są główni bohaterowie. Jednak to co uderzyło mnie najbardziej, to kwestia UMOWY jaką zawierają między sobą AMERYKANIE. Wszystko jest słowne. I wszystko jest skuteczne (no nie zawsze). Czytałem ostatnio książkę WC a raczej jego biografię. I co ? Amerykanie potrafią zawrzeć ustną umowę i się jej trzymać jakby była na papierze. No pewnie, że nie wszyscy i nie zawsze ale tam coś takiego funkcjonuje. Czytałem też Fukuyamę (nie pomnę co) o rozwoju społeczeństw i pisał on, że społeczeństwa rozwijają się szybciej w momencie gdy sobie ufają. I to zaufanie nie jest jakimś boskim darem ale koniecznością. Na drugim krańcu są struktury oparte na rodzinie, gdzie świat dzielony jest na swoich i obcych. Tam się nie ufa. Tam się walczy. I tak jest u nas w Polsce.
Pracuję w biznesie i podpisuję umowy z Polskimi firmami. Pracowałem też z zagranicznymi i nie mówię, że oni NIE bronią swoich interesów. Bronią i to skutecznie ale jak już podpiszą umowę to możesz im ufać. A u nas ? W Polsce? Często traktują cię jak złodzieja, który jeśli nie Cię wyrucha to pewnie coś tam podpierdoli... Nie jest tak? To powiedzcie na głos pierwsze słowo, które kojarzy się wam z ekipami budowlanymi. No właśnie... nie było to zbyt pozytywne. Piwo? Złodzieje? Uważać? Negatywne oceny miała zapewne większość. Co ciekawe ci sami Polacy na zachodzie traktowani są jako uczciwi, robotni fachowcy. Zatem jeżeli mamy się rozwijać to musimy wyrobić w sobie odruch zaufania. A do tego potrzeba prawdziwej odwagi, tym większej że w naszym kraju rucha nas nawet rząd.