Z drugiej strony nie porzucam tego bloga. I w momencie gdy ciśnienie twórcze będzie już nie do wytrzymania, znajdziecie tutaj jakiś wpis. Po prostu lubię pisać. Jeszcze bardziej lubię czytać, zatem zaczniemy ten rok dość nieoryginalnie. Od podsumowania mojej działalności czytelniczej za rok zeszły. Zakończymy natomiast opisem katorżniczego marzenia.
Patrząc na suche statystyki nie było źle. Przeczytałem trzydzieści trzy pozycje. Liczba piękna i mająca swój wydźwięk magiczny. Stron było prawie piętnaście i pół tysiąca. Dni, jak to w roku 365. Daje to średnio 42 strony dziennie. Not bad. Not bad at all. Jestem osobiście z siebie dumny. Ściskam swą prawicę. Wracając jednak do naszych baranów, nie ilość a jakość się liczy.
Ulegając modzie na wszystkie rankingi, turnieje i konkursy, poniżej macie najlepszą trzy tytuły, które przeczytałem w roku 2010.Pozycja 3 - Trylogia Millenium
Tą pozycję można w skrócie przedstawić tak: "jedzcie gówno, 400 miliardów much nie może się mylić". Wyłapując pewną ironię w powyższym zdaniu, można posądzić mnie iż sympatyzuję z oryginalnością. Często tak jest, że warto iść pod prąd. Jednak w przypadku dzieła Larssona, szum medialny nie oznaczał dzieła marnej jakości. Trylogia Millenium została przeze mnie wchłonięta. Głównie przez bohaterów. Oraz precyzję pisania. Bardzo konkretny styl i wyrobione pióro miał Larsson. Acha i będąc pisarzem warto umrzeć młodo. Artystom ogólnie służy takie rozwiązanie.
Pozycja 2 - The Book Of Basketball. NBA According to the Sports Guy
Miejsce drugie raczej nie przypadnie każdemu do gustu. Należy grać w koszykówkę i interesować się NBA. Jeżeli natomiast pamiętasz batalie Barkley'a z Jordanem, ta książka cię powali. Zmiecie. I zostaną po tobie jedynie okruchy. Tak dobry jest Simmons. W sensie gastrycznym, warto też zadbać o ochronę brzucha, bo ten może pęknąć ze śmiechu. Tak śmieszny jest Simmons. Nauczysz się też sporo o życiu. Tak mądry bywa Simmons. Po prostu przeczytaj. No brainer.
Pozycja 1 - Zrób sobie raj
Zwycięzca może być tylko jeden. Szczygieł. Mariusz Szczygieł. Za dziecka znany mi jako blond prezenter z Polsatu. Później w procesie mego dorastania okazało się, że p. Mariusz pisze. Reportaże. Może mam skrzywione spojrzenie na jego twórczość, bo z Gottlandem zapoznawałem się jadąc rowerem przez Czechy. Na okładce powinno być napisane, że czytać tylko w Czechach. Najlepiej jadąc rowerem. Czytać nieśpiesznie. Popijając piwem. Perfekt.
Zrób sobie raj jest kontynuacją. Czy lepszą? Szczerze, nie wiem. Inną. Bardziej osobistą. Jest jak spotkanie z dobrym kolegą. Zawsze zajmujące. Zawsze ciekawe. Bo w końcu tak jest między kolegami. Mus.
Z drugiej strony wśród znajomych postrzegany jestem jako czytelnik fantastyki. Pytanie - dlaczego w moim Top3 nie znalazł się Pan Lodowego Ogrodu, Koniasz czy inny Pilipiuk. Chyba dorastam i fantastyka staje się literaturą "in between". Pomiędzy rozdziałami Daviesa czy Dukaja (którego za fantastykę już nie uważam). A Martina czytałem ponownie więc nie brał udziału w rankingu. Ot co.
Aby zamknąć obiecanym na początku katorżniczym marzeniem, stwierdzam, że chciałbym przeczytać tyle książek ile jest tygodni. 2011 brzmi jak dobry rok na to.
1 komentarze:
Heh… powaliła mnie ta statystyka. Szczerze podziwiam i zazdroszczę. Jako bydlę ze sportowym (a jakże) zacięciem zrobiłem na prędce swoją listę. Wyszło blado… 9 pozycji i niecałe 5 stron dziennie. Podejmuje jednak rękawicę na ten rok. Jeszcze w grudniu zamówiłem w merlinie dwie pozycje Grossmana. Pomijając absolutnie fascynującą tematykę II wojny światowej i okresu stalinowskiego (widzianej z pozycji żołnierza armii czerwonej), obie knigi mają łącznie 1500 stron – niezły początek, co? Byle tylko nie skończyło się wyłącznie na zakupie ;-), bo niestety mam już kila takich „półkowników”
Zaczytania w 2011 życzy ten, który wykrył jak perfidnie traktujesz swoją kobietę kopiąc ją piłka w…
(JM)
Prześlij komentarz