
Sam wiem jakim dramatycznie wielkim wyrzeczeniem jest wyjście z domu. Przecież mamy canal+, nba, kompa, PS3 czy choćby książki. Zatem realizacja obywatelska manifestuje się jedynie w sprawach wielkiej wagi. Tak było do niedawna, obywatele żyli po cichu, napychani konsupcyjnym stylem życia. Jedyną ruchliwą częścią społeczeństwa byli ci, którzy konsumpcję mogli oglądać przez szybę. Stąd sukcesy Andrzeja Leppera i późniejsze JK. Z jednej strony Polska najedzona, statyczna. Z drugiej głodna, pozbawiona możliwości, wkurwiona i ruchliwa. Syty brytan i głodny wilk przed walką. Coś jednak pękło.
Obecnie świat się zmienił. Mamy Facebooka.
Rzeczony Facebook ma przycisk "Lubię to". Wyrażenie swojej opinii wyraża się poprzez kliknięcie myszą. Na szczęście, możemy jedynie wyrażać opinie pozytywne. Tak przynajmniej założyli twórcy, z USA. Wyobrażacie sobie co by było gdyby na FB był też przycisk "Nie lubię tego" albo co gorsza "Spalę ci dom"?
Pozytywne amerykańskie podejście zostało oczywiście szybko zamienione na negatywne (potrafimy !), wystarczy przecież napisać "NIE dla .... i tu dowolne co nas boli" i mamy czystą nienawiść.
Nieznośna lekkość bytu.
Zatem zrekapitulujmy - mamy możliwość łatwej agregacji NEGATYWNYCH / POZYTYWNYCH opinii. Facebook stał się synonimem Vox Populi. Już nie trzeba ruszać dupska sprzed telewizora by stać się aktywnym członkiem społeczeństwa. Zatem Polska spasiona mogła ruszyć się. I ruszyła. Jednak to samo w sobie jest dobre, każda aktywność obywatelska jest pozytywem. Zatem gdzie mamy "niesmak"?

Artykuły.
Tłumaczę. W stupor, zdziwienie, zdenerowanie i niejakie osłupienie wprowadziły mnie artykuły (Gazeta.pl, jeśli dobrze pamiętam) gdzie, w poważnym źródle (nie na jakimś tam blogu) napisane było, że akcja cieszy się dużym odzewem wśród społeczeństwa bo na portalach społecznościowych poparły ją tysiące. Ech. Wystarczy 50 tysięcy kliknięć myszką i mamy DUŻE poparcie wśrod obywateli. Jeżeli tak to ja chyba jestem OLD SCHOOL, DIE HARD. I uważam, że nazywanie poparciem fali kliknięć typu Digg Effect to spora przesada. Dlaczego ? Ponieważ ja wiem, ponieważ byłem tam i to widziałem. Widzialem Efekt Digg od środka.
Digg effect.
Jak od tyłu wygląda "Digg effect" ? W jednym zdaniu - ogromne tsunami, które NIE wraca. Zakładam, że analogicznie jest w przypadku Facebookowego skrzykiwania się. Wielkie BUMMM a później nic. Zatem mam apel do rzeczonych dziennikarzy, którzy mówią o odzewie społecznym..., wyjdźcie zza kompa i zobaczcie prawdziwe życie.
0 komentarze:
Prześlij komentarz