Gdzie się znajduje to mityczne miejsce ? Czy sprzedają tam bilety ? Czy można stamtąd uciec i kto na miłość boską szedłby w takie miejsce z własnej nieprzymuszonej woli ? Odpowiadając ogólnie można stwierdzić, że każdy urząd w Polsce jest właśnie takim Domem. I każdy z WAS będzie miał swoje zaświadczenie A38 do zdobycia - będzie się ono po prostu inaczej nazywać.
Wróćmy do naszych baranów - byliśmy dziś w Urzędzie Pracy nr. 2 w Łodzi. Nie opiszę z kim rozmawiałem, nie opiszę pokoi w których byłem bo i po co ? Przyjrzyjmy się procesom wewnątrz urzędu. Dlaczego tam poszliśmy? Agnieszka chce złożyć wniosek o dofinansowanie działalności gospodarczej. Na start dostaje się do 18,6 k zł.
Zanim jednak złoży się wniosek trzeba iść na szkolenie. Agnieszka się zapisała na takowe w czerwcu 2009 i październiku 2009 zadzwonili do niej, że ma się stawić. Tylko, że wybrali zły numer telefonu. Jednak to nie byłby problem jako, że do każdej osoby wysyłają list powiadamiający o starcie szkolenia. Jednak list nie doszedł :-) (dziwne nie?) i Agnieszka wypadła z listy. Dowiedziała się o tym w listopadzie, gdzie jakimś cudem na miejscu sprawdziła swój numer telefonu który okazał się błędny (sic!). Acha. Następny termin szkolenia jest nieznany, gdzieś w 2010, bo teraz będą szkolić ludzi z października 2009. Więc czerwiec jak nic.
Zatem stwierdziliśmy, że pojedziemy tam razem (do urzędu) - ja jako asysta by się wykłócać, walczyć i być ogólnie wsparciem. Zanim jednak udaliśmy się na naszą wyprawę, zebraliśmy dokumenty, na których opiera się przyznawanie wniosku. Są dwa.
Rozporządzenie (ministra) i regulamin (urzędu). Problemem, o którym mówimy jest to czy Agnieszka może złożyć wniosek bez przechodzenia szkolenia i czy to ma wpływ na rozpatrzenie wniosku. Pytanie jak widać bardzo proste. Przyjrzyjmy się dokumentom - w rozporządzeniu nie ma nic odnośnie szkolenia. Nic a nic. W regulaminie, który oparty jest rozporządzeniu napisane jest, że "Urząd może wysłać bezrobotnego na szkolenie". Napisane jest "może". I nie ma żadnego połączenia pomiędzy faktem uczestniczenia w szkoleniu a rozpatrzeniem wniosku. Czyli można składać wnioski, a szkolenie jest jakby obok.
Plus regulamin hmmm, opiera się na rozporządzeniu (nie jestem prawnikiem) ale moim mniemaniu to rozporządzenie jest aktem nadrzędnym. Zatem chyba nie trzeba mieć szkolenia i to chcieliśmy potwierdzić w urzędzie. Li tylko to, nic więcej!
Idźmy dalej w samym urzędzie nikt nie chciał nam powiedzieć, czy rzeczone szkolenie trzeba robić. Mało tego INNE URZĘDY ( W TYM W URZĄD NR.1 w ŁODZI) szkolenia nie wymagają (sic!). Rozmowy o podstawie prawnej kończyły się tym, że Pani Dyrektor (wymawiane z nabożną czcią) stwierdziła, że szkolenia muszą być i już... a Agnieszkę zgubili i ma czekać. Sytuacja bez wyjścia i NIKT NIE CHCIAŁ POMÓC. Ich zdaniem trzeba czekać.
Przyjrzyjmy się procesom wewnątrz urzędu:
-> byliśmy odsyłani między pokojami, nikt nie mógł odpowiedzieć na nasze pytanie o podstawę prawną, która nakładała wymóg szkolenia. Po prostu jest to w regulaminie a myślenie zostawiamy za progiem,
-> nikt nie chciał pomóc rozwiązać problemu, który sami stworzyli,
-> urząd jest zawsze niewinny,
-> permanentna odpowiedź - proszę iść, do.... innego działu
-> rozwiązaniem była tylko ścieżka formalna - czyli ponowne zapisanie się na szkolenie. To nic, że skrewili. To nic, że ktoś czeka. To nic, że de facto nie trzeba szkolenia (moim zdaniem, na podstawie dokumentów).
Jedyne co można zrobić by cokolwiek przyśpieszyć to NAPISAĆ PISMO DO PANI DEREKTOR (błąd umyślny). Ona może wszystko. Jak w Carskiej Rosji.
A ich celem (urzędu w sensie) jest aktywizacja zawodowa ludzi. Kurwa. Mać.
Na koniec zamieszczam link do rzeczonej strony - Dom Który Czyni Szalonym.
P.S. Postanowiliśmy nie kopać się z koniem - Agnieszka po prostu się przemelduje i zmieni urząd pracy na inny, gdzie nie trzeba mieć szkolenia (na które nie można się dostać).
1 komentarze:
Współczuję! Przeszłam wizytę i ubieganie się o dofinansowanie w Pupie drugiej na własnej skórze... Szkolenie musiałam zrobić zewnętrznie za swoje pieniądze, których nikt mi nie zwróci, ale w urzędzie nigdy bym się chyba nie doczekała.
Trzymam kciuki - nie odpuszczajcie!
Ania
Prześlij komentarz