środa, 30 grudnia 2009

Mój Excel

Co tam Panie w polityce ? Nic nowego. Walczą ze sobą, komisje, wybory, kandydaci. Niekończący się korowód nic-nie-robienia. Zaraz, zaraz. Odpowiadam na pytanie retoryczne, które miało być jedynie przyczynkiem do napisania o Moim Excelu :-). Bieda, Panie, bieda. Nawet skupić się nie umiem. Z panowaniem nad Dygresyjnym Potworem, który siedzi wewnątrz mnie permanentnie przyczajony do skoku, też sobie nie radzę. Zatem chamsko, z buta wróćmy do tematu.

Co tam u mnie ? (hi hi hi - Demon Dygresji, zarechotał z satysfakcją). Już odpowiadam - Writer's (Blogger's ???) Block na całego. Mam nie oddane sprawozdanie z Wyprawy do Wiednia. Byłem w Livigno na snowboardzie. Są zdjęcia, są przemyślenia... a wpis leży zalakowany na Berdyczowskiej poczcie.

Przejdźmy jednak do tematu. O co chodzi z tym Excelem ? Odpowiedź jest prosta.... (nie nie jestem księgowym). Mężczyźni lubią mierzyć rzeczy, liczyć i tłumaczyć innym. Chyba jestem mężczyzną. Liczę książki, które przeczytałem w tym roku. By nie podbijać bębenka - było ich 19. W 2009.

Tutaj dygresja, tym razem świadoma. Kiedyś na Onecie zauważyłem ankietę. Myślę, wezmę w niej udział. Pytanie było diabelnie proste - ile książek przeczytałeś w zeszłym roku (było to na koniec 2008). Wiedziałem (taka ogólna wiedza to była), że większość społeczeństwa polskiego nie czyta zbyt dużo książek. Myślałem, że jestem w czubie, jeżeli chodzi o czytanie - jakże się pomyliłem. Z rzeczonej ankiety wynikało, że ponad 30% użytkowników onetu, czyta jedną książkę na tydzień (sic!), natomiast prawie połowa czyta jedną książkę na miesiąc (tę odpowiedź zaznaczyłem ja). Jak się okazuję, nie wyrastałem nawet o pędź powyżej przeciętną - wtedy przeczytałem 22 pozycje.

Wniosek:
W roku 2010, życzę mniej megalomanii :-)

Ankieta zniknęła, ale zwyczaj pozostał. Oto mój excel 2009.


Co my tu mamy. Głównie fantastyka :-) (i nie wstydzę się tego !). Gdybym miał coś polecić, to oczywiście zacząłbym od G. R. R. Martina. Sagę Lodu i Ognia czytam po raz drugi. Dlaczego ? Proste - przerwy pomiędzy tomami dłuższe niż rok-półtora i człowiek wszystko zapomina. Nie mam z tym problemu przy pośledniejszych powieściach jednak Martin i jego dzieło zasługuje na czytanie ze zrozumieniem. Stąd powtórka z rozrywki. Z fantastyki zawiódł mnie Pilipiuk, Homo Bimbrownikus. Nie mówię, że było źle ale nie wczułem się w klimat powieści - za dużo miasta, za mało Wojsławic :-). Zamboch z Wylęgarnią i Zbawicielem - słabszy niż przygody Koniasza. Ćwiek jak zwykle trzymał poziom. I to by było na tyle. Przejdźmy do nie-fantastyki.

Nie było jej zbyt dużo, jednak wyróżniała się niesamowicie. Sczygieł z Gottlandem (czytałem to w trakcie wyprawy rowerowej po Czechach), miał smak niesamowitego realizmu. Książka ta dodała co najmniej dwa poziomy (jak nie więcej!) głębi na każde spojrzenie rzucane na Czechy. Inny kraj normalnie.

Na koniec mój faworyt. Rzadko się zdarza mi się ostatnio, by książka była najważniejsza. Tak było w liceum, zdarzało się na studiach. Nie było tak prawie nigdy w "dorosłym życiu". Cejrowski tego dokonał. Nie jestem oryginalny (jego książki są bestsellerem). Jednak w tym wypadku stanę się owieczką i zgodny chórem wybeczę....

Kupcie i Przeczytajcie. Generalnie Kupujcie i Czytajcie. Tego wam życzę w 2010 !