W ostatnich rozmowach z szanownymi czytelnikami tego bloga (witamy Tadka, BTW polecam Tadkowego bloga o pobycie w Singapurze) dowiedziałem się, że piszę przydługie wstępy. Zastanawiałem się nad tym przez chwilę i doszedłem do wniosku, że nie oddam ekstatycznej przyjemności generowania sążnistych wywodów w imię informatywności. Znakiem rozpoznawalnym tego bloga będzie używanie słów, które składają się więcej niż z dwóch sylab - na przykład słowo "dupa" nie będzie lewarem, który podnosi moją popularność w odmętach internetowego oceanu.
Dziś jednak (chcę was zaskakiwać) długiego wstępu nie będzie. Już teraz wyjawię, że będę mówił o prezentacjach. Skąd wziął się temat tej notki ? Już wyjaśniam - miałem, przed końcem zeszłego roku, przyjemność przeczytać książkę Garra Reynolds'a - Presentation Zen. Wcześniej miałem przyjemność pokazać jego wykład na moim blogu. Jednak tutaj nie będę zabawiał się w recenzenta, choć książka jest fantastyczna i warta każdej złotówki / dolara. W tej notce będę się rozwodził na temat dodawania "handoutów" do prezentacji.
Zastanawialiście się kiedyś dlaczego tak ciężko wdrożyć dobre pomysły. Dlaczego większość poradników mówiących o podniesieniu swojej wartości jako manager / specjalista / pomocnik gościa, który grabi liście przed firmą, zawierają dobre pomysły, które nic de facto nie dają. Jeżeli byłoby inaczej, to za 29 PLN, można by zostać "dobrym managerem". Przecież wszystko, co jest tam zapisane jest prawdą i pozwala na poprawę skuteczności ! A zorganizowanych managerów jest, powiedzmy eufemistycznie niewystarczająca liczba. Jak to się dzieje ?
Dobre pomysły z definicji posiadają nimb (trudne słówko - klik) nowości (przynajmniej w naszym życiu). Nowości natomiast implikują wysiłek. Zatem o ile mamy nie mamy fuckupu, nowe pomysły raczej nie zostaną wdrożone. Wprowadzenie nowej rutyny wymaga myślenia. A jak wiadomo nie od dziś, myślenie jest męczące :-)
Jak zwykle w moje poczynania wdarła się karkołomna dygresja a czytelnicy nie mają dużo czasu. Zatem wracam do sedna. Mam dwa pytania ? Czy tworzyliście ostatnio jakąś prezentację? Czy braliście udział, jako słuchacz, w prezentacji?
Ja na obydwa pytania odpowiadam twierdząco. Nie wytykając palcem, bo nie o to tutaj chodzi, największym problemem było dla mnie coś, co w swojej książce Garr Reynolds nazwał "Śmierć od PowerPointa (ang. Death by PowerPoint). Spokojnie, aplikacja Microsoftu nie ma ukrytego przycisku, który pozwala na skuteczną i natychmiastową likwidację słuchaczy. Problem leży gdzie indziej. Problemem jesteśmy my sami. Problem polega na tym, że większość prezentacji opiera się na punktach - na zasadzie 5 punktów na slajd i tak na przykład 80 razy. Często jest też tak, że prezentujący po prostu czyta punkty ze slajdu. Co w kontekście faktu, że nie potrafimy czytać i słuchać jednocześnie powoduje, że musimy wybierać :-). Taki stan prowadzi do nieefektywnych prezentacji.
Nie tak dawno temu byłem uczestnikiem takiej prezentacji - udało mi się zachować skupienie na slajdach przez jakieś 3 minuty. Później skupiłem się na mówiącym, nie patrząc na slajdy. I jaki tutaj problem zapyta ktoś ? Ano, po co było robić te slajdy ? Skoro i tak nikt ich nie "przyswaja" ? Slajdy nie wzmacniały tego co mówił prezentujący. Były ściągą dla NIEGO a nie pomocą dla NAS słuchaczy (jakby nie można było sobie napisać punktów na kartce i nie marnować prądu na odpalanie komputera z projektorem).
Ok. Zatem nie robimy punktów :-) (bulletów). Jednak co się dzieje gdy musimy przedstawić bardziej skomplikowany problem. Na przykład proces działania fabryki lub bilans przedsiębiorstwa (mnóstwo tabelarycznych danych) ?
Często kończy się to tak:
lub tak:
Wymaga to wielkich umiejętności (niemalże boskich) aby przestawić skutecznie takie informacje i nie zanudzić słuchających na śmierć. Czy zatem jesteśmy zgubieni, czy już nikt nam nie pomoże ? Ależ oczywiście, jest rozwiązanie, które jest o wiele prostsze niż nam się wydaje.
Cytując za słownikiem języka polskiego - handout - to pomocniczy materiał rozdawany uczestnikom wykładu, zawierający pewne elementy wygłaszanego referatu. Zanim przejdziemy do rozważania na temat ich użyteczności, muszę się do czegoś przyznać. Ja sam bardzo rzadko robię prezentacje, które zawierają handouty. Jednak po przeczytaniu Presentation Zen, wiem że jestem grzesznikiem prezentacyjnym. Doprowadziło to do mojego nawrócenia i jak każdy neofita chciałbym jeszcze raz wykrzyczeć swoje wyznanie wiary:
Dlaczego? To jest proste. PowerPoint to jedno narzędzie - na przykład młotek. Word to inne - śrubokręt, a Excela możemy przyrównać do piły. Każde dziecko wie, że przykręcanie śruby młotkiem może mieć zgubne konsekwencje. Tak samo PowerPoint użyty do prezentacji bilansu zadziała w stopniu, oględnie mówiąc, niewystarczającym.

Dlaczego jednak dzieje się tak, że prezentacje są drukowane i rozdawane w formie handoutów dla widowni ? To proste. Zwykle rzeczone prezentacje są kończone dzień przed, o 2:32 w nocy i nikomu się nie chce myśleć o robieniu materiałów dodatkowych. Skoro brak nam czasu, to cytując jedną z wielu osób, z którymi na ten temat rozmawiałęm:
"...jak zostawimy klientowi prezentację to musi on na podstawie obrazków w powerpoint'cie, być sam w stanie odtworzyć to co mówiliśmy."
W takim razie pytam się - po co w ogóle prezentowaliśmy? Nie lepiej było wysłać plik do klienta, niech sobie przeczyta i sam nas wybierze ? No i tutaj jednak odzywają się głosy sprzeciwu - przecież MUSIMY prezentować, aby POKAZAĆ się przed klientem, co by nas wybrał. Zatem wniosek jest prosty - TO my przekazujemy ideę a prezentacja (slajdy) mają tylko pomóc. Same slajdy (bez prezentującego) mają prawo być BEZWARTOŚCIOWE. Natomiast handout już nie - służy właśnie temu aby był fizycznym dowodem naszej prezentacji, zawierając dowolnie skomplikowane dane lub tezy, których nie mogliśmy przekazać w trakcie prezentacji (np. z braku czasu).
Wniosek jest prosty. Aby przygotować skuteczną prezentację potrzebujemy trzech składników:
1. prezentującego
2. prezentacji (choć nie zawsze - Napoleon nie używał PowerPointa)
3. handoutu
i to tyle. Bez większej filozofii. Wiem, natomiast jak trudne będzie dodanie punktu trzeciego... jest to przecież nowa rzecz. A nowe rzeczy wymagają myślenia, które jest .... ? Męczące (brawo!). Niemniej jednak trzymam za was i siebie kciuki :-)
A jeżeli chcecie wiedzieć więcej o prezentacjach, przeczytajcie Presentation Zen. Do czego was serdecznie namawiam.
PS. Książka Lód, J. Dukaj (idzie jak lód z nosa ?) oraz Webanalytics, Hour a Day, Avinash Kaushik








