poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Lód. Mission Accomplished.

Odgrażałem się. Zaklinałem, że przeczytam i z dumą chciałem ogłosić, że udało mi się. Przeczytałem Lód. Zanim wgłębimy się w meandry fabuły, warto przypomnieć sobie historię (na razie przez małe H) powstania Lodu. Jacek Dukaj planował napisanie krótkiego opowiadania. Powtarzam, krótkiego opowiadania... ale, zmieniał... przeprawiał i wyszło mu 1700 (sic!) znormalizowanych stron maszynopisu. Po wydrukowaniu, w twardej oprawie, mamy do przeczytania prawie 1100 stron. Niezłe wyzwanie, szczególnie dla czytaczy tramwajowych.


Przejdźmy jednak do rozważań, czy warto ? Czytając opinie w głównych sklepach, wychodzi raczej, że nie. Moje pierwsze wrażenie odnośnie tego dzieła było podobne. Czytałem Lód (z przerwami na ok. 10-12 książek) około pół roku. Pierwsze 183 strony... czytałem 4 miesiące. Następnie powiedziałem sobie, że albo teraz albo nigdy i męczyłem Lód. Dla niecierpliwych powiem tak... było warto.

Co prawda pierwsze 400 stron (podróż głównego bohatera pociągiem oraz Warszawa) dłużą się niemiłosiernie, to klimat lodowego Irkucka odpłaca czekanie z nawiązką. Nie będę streszczał fabuły (za długa i pogmatwana) jednak mogę zdradzić, że dzieje się ona głównie w dwóch miejscach. Po pierwsze bohater dojeżdża na miejsce akcji (400 stron). Następnie jest w miejscu akcji (reszta). Pierwsza część dłuży się Dukajowi, z jednego względu - musi zbudować świat. Frakcje, postacie, wrogów, przyjaciół. INTRYGĘ. Następnie, już w zimnym Irkucku autor skrzętnie korzysta z wszystkich wprowadzonych postaci. Niby proste. Niby dzieje się tak zawsze, że strzelba powieszona na ścianie w pierwszym akcie, w trzecim musi wystrzelić. Jednak biorąc pod uwagę rozmach dzieła Dukaja, można powiedzieć, że wystawia czytelników na nielichą próbę.

Zatem wracając z przydługiej dygresji, Lód jest wart przeczytania - po pierwsze dla oniryczno-lodowej atmosfery syberyjskiego miasta. Po drugie dla postaci (Tesla! Pocięgło ! Jelena ! Filipov ! sam Benedykt oraz mój idol Ziejcow), które jak zwykle są poniewierane przez autora. Rewelacyjne są również postacie drugoplanowe - głownie czynownicy, którzy kojarzą mi się z polskim ZUS/US :-)

Dla początkującyh dukajowców - nie jest to książka dla was. Zacznijcie od Innych Pieśni / Czarnych Oceanów / Xavrasa Wyżryna. Jeżeli nie czytaliście nic Dukaja, to będzie wam ciężko. Mogą nie pomóc nawet salonowe stwierdzenia, że Lód trzeba przeczytać :-). Dla zaawansowanych dukajowców - i tak pewnie przeczytaliście - jeżeli nie to mistrz po raz pierwszy może wystawić was na próbę. Jednak na koniec odzyskuję formę i już sobię ostrzę zęby na Córkę Łupieżcy (ostrzenie zębów polega na przeczytaniu Żambocha, Piekary, Pillipuka oraz Clarksona)

0 komentarze: