piątek, 2 stycznia 2009

2009

Skoro blogi są jak rekiny i muszą być w nieustannym ruchu, pomyślałem sobie, że warto by rozpocząć rok od przełomowego wpisu. Czegoś tak dobrego, że pozytywna energia poniesie mnie przez cały rok. Zastanawiałem się co może być tak dobre aby zaskoczyć moich wysublimowanych czytelników (witamy Tatę, a więc nas już tutaj jedenastka)? Jednak, w posylwestrowej rzeczywistości, gargantuiczna pustka wypełniała moją głowę. Przez chwilę miałem nawet pomysł, aby moja przełomowa notka opisywała "nowe" wyświetlanie reklamy w mapy.google.pl. Na rzeczoną zmianę w wyświetlaniu natknąłem się na podczas poszukiwania lokalizacji sklepu Cytadela.



Nowa reklama została zaznaczona czerwonym prostokątem. Jest to ciekawe, ale zadałem sobie pytanie - jakie wnioski to przynosi. I doszedłem do faktu, że żadne :-). Pomyślałem sobie... ha ! ten news nie zaprowadzi cie na ekstatyczne wyżyny polskiej blogosfery. Nie przebijesz się jednym, zmyślnym uderzeniem taktycznym, na poziom, gdzie zasiada śmietanka polskich bloggerów. Musiałem szukać gdzie indziej. Po krótkim acz głębokim, mniej więcej 3 sekundowym namyśle doszedłem do wniosku że zabawie się w Eksperta. Będę przepowiadał przyszłość. Nie na podstawie wnętrzności zamordowanej gęsi, jako, że takowej nie miałem pod ręką w trakcie tworzenia tego wpisu. Skupię się na swojej wiedzy i postaram się stworzyć spójną wizję rzeczywistości, jakiej możemy oczekiwać w 2009. Inne, (nie)mniej ciekawe ;-) opinie można znaleźć tutaj. Dodam jedynie że chodzi tutaj o Internet. Oczywiście, tak jak każdy Polak, mógłbym przewidzieć wyniki polskiej reprezentacji, wypowiedzieć się na temat przyszłości polskich stoczni oraz rozprawiać nad wyceną ceny proponowanej przez NFZ za punkt... jednak pozostawię to wszystkim innym, czyli dziennikarzom, politykom a także każdemu z Polaków. Przecież nie od dziś wiadomo, że każdy z nas jest w rzeczywistości potencjalnym trenerem reprezentacji, premierem albo ma zadatki, co najmniej, na ministra zdrowia :-). Ja pozostanę, przy i tak dla mnie trudnej dziedzinie, jaką jest Internet, a w szczególności marketing internetowy.

2009



Tutaj chciałbym dokonać małej pauzy, i zwrócić uwagę szanownych słuchaczy na fakt, że nie będę w stanie przewidzieć wszystkich zmian na polskim rynku. Ponadto, moje prognozy nie opierają się na żadnych badaniach. Mało tego, są wyssane z mojej głowy, a to co w środku siedzi mógłbym przyrównać do... szczoteczki do zębów. Jej użycie jest korzystne jedynie dla jej właściciela. Zatem podkreślam, nie będę ponosił odpowiedzialności za decyzje biznesowe, które zostaną niewątpliwie podjęte przez czytającą tego bloga rzeszę bankowców/VC/business angels.

Przejdźmy zatem do rzeczy. Z milionów niewątpliwych i stuprocentowych, które już zostały zaprezentowane gdzie indziej, wniosków - wybrałem jeden. Mianowicie, chodzi o fakt, że rok 2009, będzie rokiem video w reklamie. Jest to dość ogólne przekonanie popierane, moim zdaniem, przez dwie partie. Po pierwsze wydawcy w formatach video widzą możliwość przedłużenia najlepiej monetyzującego ruch modelu rozliczeń CPM. Drugą grupą są stare media, widzące (to może być duży przestrzał, ale co tam, to mój blog) w video w Internecie przedłużenie koncepcji GRP's i stosowania sprawdzonych modeli kampanii. Może doczekamy się kampanii, która będzie emitowałą to samo video na każdym z portali, w czasie porannej kawy ? Pożyjemy, zobaczymy.

Zatem postawienie wniosku, że video będzie koniem pociągowym reklamy internetowej, jest słuszne. Jednak dla mnie jest to teza, zbyt bezpieczna. Postawię inną. Ten rok, będzie rokiem mobile. Już słyszę krytyków. Rok w rok (od kilku lat?) mówi się, że WŁAŚNIE ten rok, będzie rokiem mobile :-). I co? Nie dzieje się tak. Ponadto, spotykam się z tezą, że nie będzie "mobilnej" wersji naszej klasy. Nie będzie wielkiego muuuu, a internet mobilny będzie niepostrzerzenie (i boleśnie) wchodził do naszego życia. Poza tym, dla krytyków mobile jest trudnz a video nie :-). Dodatkowo video jest sexy a mobile nie. Więc my pozostaniemy przy video mówią krytycy.

Pozwolę sobie nie zgodzić się z tą tezą. W 2009 roku będzie WIELKIE MUUUUU, jeżeli chodzi o mobilny internet.



DLACZEGO MOBILNY INTERNET BĘDZIE RZĄDZIŁ W 2009 ?

Z kilku powodów. Pierwszym problemem, jeżeli chodzi o mobilny net jest świadomość. W moich rozmowach (tzw. testach korytarzowo-samochodowych) ze znajomymi, wśród których występuje (jak mniemam) nadreprezentacja telefonów z internetem, doszedłem do kilku wniosków.



Teza: Użytkownicy nie wiedzą, że mają dostępny Internet w telefonie.

Obserwacja / wniosek: Zdziwienie faktem, że mają internet w ich "starej" Nokii :-)

Teza: Internet w komórce, musi być bardzo drogi, rozliczany za czas połączenia

Obserwacja / wniosek: Po stwierdzeniu, że połączenie jest rozliczane za dane, a nie za czas "rozmowy", widoczne jest duże uspokojenie :-)

Teza: Brak znajomości możliwości telefonu oraz potencjału wykorzystania mobilnego Internetu

Obserwacja / wniosek: Kluczową sprawą tutaj, jest sprawa braku bodźca, który powodowałby próbę rozwiązania powyższych problemów i naukę możliwości telefonu. Ale o co chodzi? Posłużę się przykładem - potrzebowaliśmy znaleźć informację, przed sylwestrem, gdzie znajduje się pewien klub. Ja jako, że nie wziąłem ze sobą telefonu, nie mogłem rozwiązać tego problemu. Natomiast naturalną reakcją kolegi był... telefon do osoby, która mogła być potencjalnie w domu i sprawdzić adres klubu w Google ! Nie było naturalnego odruchu (naturalny odruch odpalenia google, czy to nie straszne?) odpalenia mobilnego google i wyszukania potrzebnej informacji. Jednak, po chwili rozmowy, z pomocą telefonu odnaleźliśmy stronę klubu i sprawdziliśmy dojazd.

TERMINAL

Drugim kluczowym aspektem, który powstrzymuje rozwój mobilnego internetu jest terminal. I znów przykład. Nie tak dawno jak wczoraj, prosiłem Agnieszkę, aby weszła na stronę Kinoteki aby zobaczyć "co jest grane". I nie było problemem odpalenie przeglądarki, problemem było wpisanie adresu. Napisanie z palca "kinoteka.pl" (nokia e65) okazuje się bardzo męczące dla piszącej SMS'y ?! Jednak, tutaj górę bierze wyuczone poczucie wygody z duże klawiatury i "duży" Internet. I nijak miało się tutaj moje tłumaczenie, że tyle samo albo więcej wysiłku kosztuje ją napisanie SMS'a. Po prostu musiałem zrobić to sam :-)

Problem terminala został skutecznie rozwiązany marketingiem iPhone. Moim zdaniem, największą "zasługą" telefonu jest promocja mobilnego internetu. W odpowiedzi na iPhone, inne firmy muszą (nokia, where are thou?) postawić na "online'yzację" telefonów. SMS czy Gry Java już nie wystarczają. Teraz Internet / Mail / Kalendarz etc. są istotne. I to widać.


Natomiast problem Agnieszki (komfort korzystania) będzie poprawiony przez jedno z rozwiązań programowych - przykład od Google :-) (nie testowałem tego, ale wydaje się być bardzo ciekawe).





ZBAWCA :-)

Odnajdźmy się w sytuacji. Dotąd głównie biadoliłem i mówiłem co jest problemem. Zatem mamy problem użytkowników, który sam powoli wymiera, po tym jak coraz więcej osób zadaje sobie trud skorzystania z mobilnej sieci. Z drugiej strony mamy świetnego promotora idei mobilnego internetu, na poziomie terminala - a mianowicie iPhone. Jednak, kto będzie zbawcą ? Mojżeszem, który da napęd i dokona WIELKIEGO MUU ? Moim zdaniem będą to operatorzy (Play ? ....), który widzą spadek dynamiki sprzedaży nowych telefonów (wysycenie rynku) i którzy szukają nowych źródeł przychodu z użytkownika. Jako, że ciężko będzie im sprzedać dużo więcej telefonów (nie osiągniemy nasycenia z Luksemburga, gdzie jest ponad 150 komórek na 100 osób), a dynamikę trzeba podtrzymać (acha ... no i mamy Play, który chce walczyć z układem :-). Połączenie tych dwóch faktów będzie prowadzić do inwestycji w sprzedaż treści. I trzeba będzie to robić skutecznie - a jak najprościej ? Znieść bariery korzystania z mobilnego internetu (ceny?, edukacja?). Pytanie tylko , czy operatorzy będą w stanie utrzymać użytkowników, (To już chyba pytanie na osobną notkę) ale w to, że będą promować internet - nie wątpię.

No i wielki Brat Google też nie próżnuje, promując swoje mobilne rozwiązania. Co prowadzi do zwiększenia "penetracji" mobilnego internetu. I ... przyczynia się do szybszego spełnienia mojej tezy.




GOOD OLD TIMES ARE BACK

Jeżeli chodzi o rynek reklamy internetowej (media, agencje itd.), to obawiam się (choć mogę się srogo mylić), że mamy do czynienia ze stanem porównywalnym do początków Internetu (stacjonarnego w Polsce). W trakcie tworzenia się branży (znam to tylko z opowieści, ja już raczej się na to nie załapałem), osobnicy zajmujący się siecią byli traktowani, przez uznane, duże agencje reklamowe jako "bracia mniejsi". Internet był (jest?) traktowany po macoszemu, jak coś dodatkowego. Teraz, gdy Internet jest sexy, możemy zobaczyć, że w ten sam sposób traktuje "branżę" ludzi grzebiących w mobile ? (cyt. z życia wzięty - "Ile kosztuje taka stronka mobilna?" - uwielbiam stwierdzenie "stronka", mówią je głównie ludzie, którzy nie odpalili w życiu żadnej). Good Old Times are back ?

REASUMUJĄC

Tak jak pisałem powyżej, to są moje jedynie subiektywne i dość płaskie przemyślenia (brak wielowymiarowości, badań... głosów specjalistów z offu, są natomiast obrazki). Mam świadomość, że mogę mylić się znacznie. Może być tak, że w 2009, Polacy będą korzystać masowo z NETbooków i darmowego (hi hi) Internetu. Może być również tak, że wygramy z Brazylią, w piłkę nożną :-). Czy tak się stanie ? Zobaczymy !

PS. Czytana książka - Lód, J. Dukaj (wrrrr przeczytam to)

0 komentarze: