czwartek, 17 lipca 2008

Rewa.... czyli 400 km nad morze :-)

Informacyjnie: czwórka łodzian, żyjących w warszawie postanawia wyruszyć nad morze. no dobra nad zatokę. na weekend. i jak to się skończyło :-)

Rozpoczęło się od burzy... schroniliśmy się w chińczyku.

Później już było tylko fajniej. Jechaliśmy (na koniec świata ?) do Rewy nad Zatoką Pucką. Rewa jest znana ze swojego cypelka. Wygląda on o tak:



Na końcu (jak już nie można iść dalej bo woda nie pozwala, no chyba, że ktoś ma na imię Jezus ... :-)).



W Rewie, można spotkać też Bentley'a, co jest dość dużą sztuką.


Poza autami, występuje także zachód słońca w ilości jeden na dzień.



Generalnie można się dobrze bawić (zdjęcie jak z reklamy Ery, tylko zęby świecą się zbyt mało :-).



Spotkaliśmy też Garfielda wśród psów...


Można spotkać także robaczka, który chce pozować. Chyba był to kobieta robaczek, który miał inklinacje do modelinug.



Poza tym trzeba było wracać... w burzę. Która miała 120 km.... (sic!) i wyglądała tak... BTW - świetna fota.

Pełna relacja tutaj.

0 komentarze: